moje miasto i czeski film
Generalnie staram się tolerować moje miasto, staram się nie utrudniać sobie życia. W końcu do końca studiów został rok i parę miesięcy… po studiach pewnie stąd wyjadę.
Są momenty gdy nienawidzę Białegostoku z całego serca, gdy marzę o tym by się stąd wynieść. Myślę wtedy, że to będzie najlepsza rzecz jaką zrobię w życiu.
To, jak jest beznadziejnie uświadamiam sobie w pewnych momentach np gdy chcę zabalować a nie mam gdzie, bo nie ma tu fajnych klubów (po świętach, po tym co widziałam mam uraz jakiś, jawnie). Strasznie mnie to wkurzało, ale rozwiązałam ten problem, przestałam imprezować, po prostu. Zawsze można odwiedzić znajomych w innych miastach gdy najdzie taka ochota.
Nie ma tu zbytnio ciekawych facetów, pustki. Raz na jakiś czas pojawi się jakiś na horyzoncie (chodzi mi o to, by nawet nacieszyć oko miłym widokiem), najczęściej w samochodzie, z kobietą u boku. Choć ostatnio widziałam dwóch obcokrajowców, mój typ, świetni (jednak nie zaliczam ich do rodowitych mieszkańców, zapewne są tu na wymianie, chwilowo). To nie jest tak, że patrzę tylko na wygląd, ale lubię popodziwiać panów, wiedzieć, że tacy jacy mi się podobają istnieją (Kraków- tam są najprzystojniesi faceci w Polsce, piękno dla oczu heh). Byłam zła, że nie ma tu fajnych facetów (poznałam xxx i żaden do mnie nie pasował, ja do nich też nie). Też rozwiązałam ten problem. Nie szukam tu. Wiem, że tu nie ma faceta dla mnie. Po prostu wiem to. Jestem wręcz pewna tego. Mama mojej koleżanki powiedziała coś takiego- jeśli do końca studiów nie spotkasz nikogo dla siebie w mieście, w którym mieszkasz, to znak, że trzeba zmienić miasto. Zastosuję się do tej zasady.
Do chamstwa, zawiści, wieśniactwa, buractwa, disco pola jestem już przyzwyczajona. Staram się by nie robiło to na mnie większego wrażenia (choć już tyle razy wyprowadziło mnie to z równowagi, wtedy krzyczę -co za wieś, brak słów). W przeciwieństwie do wielu Białostoczan nie patrzę na obcokrajowców jak na ufo, nie robi na mnie wrażenia angielski. Oni wzbudzają, zresztą jak zwykle, mą sympatię. Lubię ludzi z własnym stylem, pomysłem, nie jest tu ich zbyt wielu, no ale dobrze, że choć trochę. Nie potępiam ich i nie wytykam jak ci zaściankowi ludzie.
Mój kolega nazywa Białystok zaściankiem, no bo tak tu jest. Zaściankowa jest mentalność ludzi, czasem aż mnie to rusza, a przecież mieszkam tu od urodzenia.
Nie utożsamiam się z tym miastem, nie pasuję do niego.
Gdybym ciągle pałała nienawiścią, dawno bym się stad wyniosła. Narazie jakoś sobie radzę.
Gdy poszłam dziś do kina nie było najgorzej. Chwała, że od jakiegoś czasu jest u nas multikino. Można obejrzeć film w dobrych warunkach, a przy okazji będąc w galerii zrobić jakiekolwiek zakupy. Już nie muszę latać do Wawki by kupić głupie spodnie (jestem wybredna).
Dziś zauważyłam ciekawą rzecz. Wydział filologii mego Uniwerka zorganizował jakąś akcję pod hasłem Czeskie kino, przez 3 dni lecial w jednym z kin czeski film, wejście było darmowe. Oczywiście ja się o tym dowiedziałam dziś, gdy brat mnie uświadomił. Szybka akcja i poszliśmy w parę osób. Byłam w szoku, bo kino było pełne. Ciekawe.. czy tych ludzi było tak wielu, bo wejście było za darmo, czy interesowali się czeskim kinem.. nie wnikam. Ja poszłam od tak sobie, spontan. Gdyby trzeba było płacić oczywiście bym i zapłaciła, żaden problem.
Ostatnio jakoś często bywam w kinie. Prawie co tydzień.
Uwielbiam oglądać filmy, ale najczęściej sama ściągam te, które mnie interesują. Zresztą widać po postach, że jest tego trochę. Gdy mam czas oglądam codziennie.
Film, który widziałam to Rok diabła- czeska komedia, bardzo ciekawa i zabawna.
Przytoczę tu czyjąś recenzję, bo nie chce mi się samej niczego wymyślać:
“Rok diabła to film, który można określić jako fabularyzowany dokument, jednak wraz z rozwojem akcji i nawarstwianiem się absurdalnych wydarzeń, widz traci rozeznanie w tym, co jest prawdą, a co fikcją. Bohaterami filmu są postaci rzeczywiste: Jaromir Nohavica, Karel Plihal, zespól folkowy “Czechomor”, angielski muzyk rockowy Jaz Coleman, oraz holenderski dokumentalista Jan Holman (grany w filmie przez czeskiego filmowca Jana Prenta).
Poruszanych tematów również jest wiele: alkohol, media i ich rola w naszym życiu, dalej - wiara w Boga, kontrast anioła i diabła, problem zmiany tożsamości. Niewątpliwie jednak najważniejsza pozostaje muzyka - doskonałe tło dla metafizycznych dociekań i wędrówek bohaterów. Zelenka umiejętnie łamie reguły filmowej narracji wykorzystując szeroki repertuar środków - film jest pełen ironii, metafor, przenikających się epizodów i wszystkiego tego, co uniemożliwia jego jednoznaczną interpretację, a zbliża do doskonałej mistyfikacji.”
Najciekawszy był jeden moment. To było maksymalnie niesamowite. Obejrzałam w swym życiu xxx filmów i nigdzie czegoś takiego nie widziałam. W pewnym momencie obraz był do góry nogami, trwało to jakiś czas.. świetne.
Białystok rozwija się i dobrze, ale nigdy nie będzie tu stylowych, ciekawych miejsc, nie zmieni się mentalność ludzi..dalej będzie nietolerancja itd..to nie dla mnie..

Napisz odpowiedź