header image
 

Martwe myśli

“Moje martwe myśli poszły dawno spać,
Schowane pod poduszkę, utopione gdzieś w moich snach.
Te pomarszczone lata, ten gniewny miniony czas.
Ja nie chcę by powrócił, nie mogę już go znać.

Powiedzieć coś bym chciał, po prostu tak bez słów.
Przedmiotów martwy świat przeminął dawno już.
Z całych sił w otchłani, księżyc w blasku dnia.
Nie wszystko się ocali, choćbyś bardzo chciał.

Ból na twarzach ludzi. Dokąd zmierza świat?
Nienawiść wciąż podróży zatruwa cały świat.
Przychodzi nowy los, nadzieję dając Ci.
Zielenią łąk i drzew w przestrzeni naszych chwil.

Więc przemyśl czyny swe, podnosząc wyżej głos.
Bo życie jest by żyć, a krzyk wyzwala zło.
Obudź w sobie łowcę pięknych dobrych chwil.
Popatrz czas umyka, bądź dobry dziś jak nikt.

A to całe Twoje życie jest po to byś wiedział,
Że masz nadzieję, wiarę, siłę w siebie.
Twoje martwe myśli poszły dawno spać
Pochowane gdzieś wśród czterech ścian.”

RH+

Chleb i zbędne kalorie

Przeczytałam jakiś artykuł o piekarniach, o chlebie, podobno Polacy mniej go jedzą. Artykuł był w miarę normalny,choć nie do końca, to zdanie mi się nie podoba “Tradycyjne pieczywo jest niezdrowe i tuczące. Pieczywo chrupkie jest zdecydowanie lepsze - mówi dietetyk…” No jasne, najlepiej jeść pieczywko waza, pić samą wode mineralną i jeść sałatę. W ten sposób żyć. Dietetycy.. Ciekawe co w dzisiejszych czasach jest zdrowe. Tak analizując wszystko po kolei można stwierdzić, że nic.
Potem ktoś poczyta takie zdania i zacznie myśleć- chleb tuczy, chleb jest zły jak czekolada albo i gorszy, od chleba tyłek rośnie.
Chleba nie warto jeść, bo tuczy. Ile razy już to słyszałam (w komentach pod artykułem też ktoś tak inteligentnie się wypowiedział). Chleb to same węglowodany itd. Jak ktoś nie lubi (nie wiem jak można tego nie lubić, ja pod względem jedzenia też jestem mało normalna, ale chleb kocham) to niech nie je, a nie bzdury będzie wypisywał.
Jeśli ktoś gada, że w Polsce chleb jest ochydny, niedobry itd, to niech pojedzie za granice, niech pojedzie do Stanów ciekawe co potem powie. Tam to dopiero chleb. Mamy w Polsce cudowną żywność, a chleb to w ogóle bez porównania. Nie mogłabym tam żyć i jeść ich beznadziejnego jedzenia.
Najczęściej patrzą na to osoby odchudzające się. Inni ludzie jedzą to, na co mają ochote. Całkiem niedawno miałam rozmowe z koleżankami, które odchudzają się. Już niejedna osoba pytała mnie co robie by mieć figurę taką jaką mam, tzw figurę modelki (fakt jestem szczupla, ale nie bierze się to z niczego). Jestem specyficzną osobą. Nie stosuje żadnej diety, bo nie musze. Fast foody, słodycze, lody, batoniki, czekolada mnie nie kręcą, nie jem tego, bo nie chce i nie lubie(lista tego, czego nie jem jest baardzo długa). Nie przepadam również za mięsem, nie czuje potrzeby by go jeść. Jednak nie trzeba być tak wykręconą osobą pod względem żywieniowym jak ja by nieźle wyglądać.
Rozmowa trwała, zeszłyśmy na temat chleba. Koleżanka mówi nie jem już 4 dzień, dobrze mi bez chleba, on taki tuczący. Ja do niej aha, a słodycze czasem jesz? jakieś batoniki, ciastka itd? Ona, że tak. Więc powiedziałam by lepiej zrezygnowała ze słodyczy, wzięła się za suszone owoce. Polecam morele i ananasy (oczywiście we względnych ilościach). Ja gdy mam ochote, a raczej mój mózg się upomina o cukier to jem jakiegoś suszonego ananaska, czy pije cole. Jest kaloryczna, niezdrowa itd, no ale co z tego. Raczej nie patrze na to czy coś jest zdrowe czy nie.
Ludzie myślą, że sekret tkwi w diecie. Jasne i co jeszcze. To dieta zapewnia umięśniony brzuch? zgrabne nogi? nie sądze. Sport, jakikolwiek ruch. Same wyrzeczenie się chleba nie wystarczy by schudnąć pięć kilo czy zrzucić sadełko z brzucha. Nie wierzcie w cuda.
Choć ja ostatnio widziałam praktycznie cud, jawnie. Jest u mnie na roku taka dziewczyna. Jeszcze w październiku była wielka, naprawdę ostro otyła, coś opowiadała, że ważyła chyba ze 120kilo, a nie jest wysoka. Źle wyglądała, co tu dużo mówić. Jednak wzięła się za siebie, za odchudzanie. Gdy przyjrzałam się jej w kwietniu, oczom nie wierzyłam. Jak to możliwe by tak schudła? 60 kilo? Dziś na nią popatrzyłam.. wygląda źle. Jest już chudsza ode mnie (bo ja jestem szczupła a nie chuda jak patyk, mi kości nie wystają). Tyłka prawie nie ma, płaska, kości zaczynają wystawać. Zapytałam ja czy zaczęła w końcu już coś jeść. Ona odpowiedziała, że już je normalnie. Jednak jakoś słabo w to wierzę. Przydałoby się, bo wpadnie dziewczyna w jakąś anoreksje. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego,że w tak szybkim czasie można aż tak schudnąć, dzięki ćwiczeniom i naprawdę ostrej diecie (np kanapka na cały dzień). To jest zajebiście niezdrowe- głodzenie się i zrzucenie tylu kilko w krótkim okresie. Odbije się jej to na zdrowiu. Nie wygląda ona zdrowo. No, ale jak można wyglądać jak się prawie nic nie je, skąd organizm ma brać te potrzebne mu minerały i witaminy?
Z odchudzaniem się trzeba uważać. Bycie zbyt chudym nie wygląda dobrze, wręcz źle. I tak jak mówiłam samo wykreślenie z jadłospisu chleba nic nie zmieni. Chleb jednak syci. Jeśli człowiek nim się nie naje, poszuka czegoś innego. Chyba, że głodny będzie chodził..
Uwielbiam chleb, nigdy się go nie wyrzekne, jest zbyt dobry. Mój ulubiony to biały, najlepiej jeszcze gorący.

Letting the cables sleep

Somethin bout me

Weszłam na blog jakiejś 20latki i znalazłam tam śmieszne CV. Zaraz wyląduje w moim poście, tylko, że z moimi danymi i troche stuningowane. Musiałam odszukać na kompie moje CV(te poważne, sztywne), bo muszę jutro wysłać do firmy. Kolejny staż na wakacjach.. możliwe, że najciekawszy, możliwe, że w najbardziej odpowiednim dla mnie miejscu- w firmie międzynarodowej..

IMIĘ: Magda
KOLOR WŁOSÓW: w tym momencie blond, ale już niedługo inny..
KOLOR OCZU: zielone
WIEK: rocznikowo 23, ale tak naprawdę 22 z hakiem
WZROST: 177cm
RODZEŃSTWO: mam
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: zaścianek
ZAINTERESOWANIA: poezja, literatura współczesna, kino europejskie, Bliski Wschód, UE, prawo międzynarodowe, socjologia kultury, języki obce, religie, obcokrajowcy, mężczyzni, itd
MARKA SAMOCHODU: BMW X5, jednak raczej pozostanie ono w sferze moich marzeń.. nie jestem co do tego wymagająca

CZY CHCESZ MIEĆ DZIECI? Kiedyś tak
CZY JESTEŚ PUNKTUALNA? Jak najbardziej
CZY LUBISZ BYĆ POŚRÓD LUDZI? Tak, ale czasem lubię samotność

ULUBIONE…
MUZYKA: chillout, ambient, lounge, house, elektro, muzyka klasyczna,
WSPOMNIENIE: widok wodospadu Niagara, to było niesamowite
DZIEŃ TYGODNIA: sobota, mogę spać do woli i nie robić nic
KOLOR: czarny, fioletowy, błękitny
PERFUMY: Escada Magnetism
KWIAT: konwalie
MIESIĄC: lipiec
GAZETA: rzadko mam jakąkolwiek w ręku
JEDZENIE: sushi
SPORT: nie ma takiego, nie lubię sportu
RADIO: nie słucham
NAPÓJ: coca- cola, woda mineralna niegazowana, sok mandarynkowy i bananowy
FAST FOOD: nie jadam, a jak już mi się wyjątkowo zdarzy to tortilla
LICZBA: 5
KOLOR UBRAŃ: czarny, granatowy, czarno-biały, ciemny fiolet
SMAK LODÓW: nie lubie lodów

OSTATNIE 48 GODZIN…
PŁAKAŁAŚ? nie, nie miałam powodu
KUPIŁAŚ COŚ? bilet do klubu, tzw wjazd
POWIEDZIAŁAŚ ‘KOCHAM CIĘ’? nie
POZNAŁAŚ KOGOŚ NOWEGO? tak, dwie koleżanki mojej kumpeli
MIAŁAŚ POWAŻNĄ ROZMOWĘ? nie
PIŁAŚ/PALIŁAŚ? tak
KŁÓCIŁAŚ SIĘ? nie

TO CZY TO…
COLA CZY PEPSI? cola
DŁUGOPIS CZY OŁÓWEK? ołówek
WANILIA CZY CZEKOLADA? wanilia
SKITTLES CZY M&M’S? skittles
BIEDNY I SZCZĘŚLIWY CZY ODWROTNIE? tak
CIEMNY CZY JASNY? ciemny

Takie ładne CV, a ja musze wysłać tę sztywną wersję.

Zmieniłam się.. nieodwracalnie..

Skoro zmieniłam się wewnętrznie, to przydałoby się i coś z zewnątrz zmienić. W czwartek pójde do fryzjerki to może wymyślimy coś nowego, kolor włosów, cokolwiek. Chce zmiany, potrzebuje jej.
Człowiek starzeje się, zmienia się czy tego chce czy nie. Jedni szybciej, drudzy wolniej. Nie mówie tu o starzeniu się skóry i zmarszczkach(to też). Z tym jakoś narazie nie mam jeszcze problemu, bo mam dopiero 23 lata. Chodzi mi tu jednak o moją psychikę, o zachowanie, o zainteresowania. Zmieniają się priorytety, formy rozrywki, nawyki. Parę miesięcy wstecz była dawna ja- tu impreza, tam impreza, puby, wychodzenie gdzieś non stop. Jechałam do innego miasta do znajomych by też pobawić się, zabalować. Jednak byłam specyficzną imprezowiczką, bo też dużo się uczyłam (nadal dużo się ucze). Tak było jeszcze w 2007. Jednak tak się zmieniłam, że aż mnie to trochę przeraziło. Zdałam sobie z tego sprawę w styczniu 2008. Na zmianę mojej osoby miał wpływ on, moja miłość, nieszczęśliwa miłość. Dużo cierpiałam, dołowałam się, ledwo z tego wyszłam (chyba wyszłam), ledwo pozbierałam się, no ale teraz czuje się inna, silniejsza. Nigdy więcej nie nabiore się na takie gadki, bajerki, nie zwróce nawet uwagi na tego typu osoby, jak on. Pseudo ideał..My kobiety czasem głupiejemy, byle nie za często, bo zawsze płaci się za to cenę.
Już nie bawią mnie imprezy, nie mam na nie zupełnej ochoty, zero. Wygląda na to, że wyszalałam się, trudno się dziwić, tyle tego było, tyle mam wspomnień. Moi znajomi nie wiedzą co się ze mną dzieje, są zdziwieni, bo odmawiam i odmawiam. Nie chce, nie będę na siłe szła. Nie będę jechała specjalnie do Wawy czy Gdańska by przybalować. To straszne.. powoli się do siebie przyzwyczajam. Kiedyś to było nie do pomyślenia bym ja często siedziała wieczorami w domu. Kiedyś nie trafiały się soboty bym siedziała w domu (no oprócz sesji). Teraz dopiero zaczyna się jazda, zaliczenia, intensywna nauka, a jednak zdarzało mi się siedzieć ostatnio w weekend w domu. To takie dziwne. Nie w moim dawnym stylu. Kiedyś uwielbiałam otaczać się ludzmi, nierzadko byle jakimi. Pragnęłam towarzystwa, a samotność mi przeszkadzała. Teraz wolę spędzać czas sama ze sobą niż siedzieć gdzieś w pubie czy kawiarni z byle kim, z kimś kto mnie nie rozumie.
Lubie ludzi, ich towarzystwo, lecz w moim życiu jest full osób z którymi mało mam wspólnego, wręcz nie mam o czym rozmawiać. Nie trafiam na osoby podobne do mnie. Nie trafiam na osoby, które by mnie interesowały. Czasem myślę, że szybciej mogłabym poznać kogoś ciekawego przez internet niż w realu (mówie tu o znajomych, nie szukam faceta). W końcu już jedną taką osobę poznałam.
Jestem jakaś dziwna..

Ja

Na moim blogu najlepiej odzwierciedla moją osobę muzyka.
Posty zależą często od nastroju, od humoru, od pory dnia czy nocy.
To, co pisałam o kimś miesiąc temu mogło się już zmienić…
Czas wszystko zmienia. Nie zmienia tylko mojej miłości do muzyki.
Właśnie do tej muzyki.
Muzyka mojej duszy.
Je t’aime.

We’re just two lost souls swimming in a fish bowl…

Wish you were here

Europie grozi wyludnienie

Dziś trafiłam na onecie na ten artykuł, lecz o tym wiadomo od dawna. Prognozy nie są zbyt kolorowe- zalew Chińczyków lub muzułmanów (w nie tak dalekiej przyszłości)..

“W krajach Unii Europejskiej przeprowadza się rocznie milion 200 tysięcy zabiegów usunięcia ciąży. To tyle, ile wynosi populacja Malty i Luksemburga razem wziętych - pisze “Rzeczpospolita” powołując się na raport niezależnego hiszpańskiego Instytutu Polityki Rodzinnej.
Dokument wskazuje na poważny kryzys demograficzny na naszym kontynencie. Przyrost naturalny stale się obniża, a w krajach Europy mieszka już więcej emerytów niż dzieci.

W niechlubnych statystykach przyrostu naturalnego najgorzej wypadają nowe państwa członkowskie,w tym Polska. “Rzeczpospolita” przypomina, że w naszym kraju wskaźnik urodzeń wynosi 1,27 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. Tymczasem dopiero wskaźnik urodzeń na poziomie 2,1 zapewnia pełną wymianę pokoleń.

Zdaniem ekspertów, oprócz masowych aborcji jedną z przyczyn niekorzystnego trendu może być kryzys rodziny - co trzecie europejskie małżeństwo kończy się rozwodem.

Roberto de Mattei, włoski historyk, wykładowca historii chrześcijaństwa na Uniwersytecie Europejskim w Rzymie mówi, że aborcja jest tylko jednym z z przejawów hedonistycznego stylu życia, jaki wybrała Europa. Dodaje, że jeśli nie powrócimy do tradycyjnych wartości, jak rodzina, to czeka nas katastrofa.”

Hedonistyczny styl życia, to takie europejskie, takie zachodnie, na topie.

Dodam ciekawostke. Najstarszymi społeczeństwami świata (ponad 20% ludności ma powyżej 65 roku życia) są: Włochy, Grecja, Niemcy, Szwecja, Belgia, Hiszpania, Bułgaria, Szwajcaria, Łotwa, Portugalia, Austria, Wielka Brytania, Francja, Ukraina, Chorwacja, Estonia. Z krajów pozaeuropejskich w pierwszej grupie znalazły się tylko Kazachstan, Gruzja, w drugiej zaś Japonia.

Rozmarzyłam się… morze..

kocham je..

Muzyka mego miasta

Słyszę tę muzkę teraz, od paru godzin, szczególnie w łazience dobrze ją słychać. Są juwenalia. Mieszkam niedaleko PB. Kolejny dzień. Dzień z disco-polem.
Dziś mojej pani socjolog, która nie jest stąd uświadamiałam, że nie bez przyczyny Białystok nazywa się zaściankiem. Nie bez przyczyny pewne stereotypy po Polsce krążą. Coś w tym jest. To, że Białystok to stolica disco- pola chyba wie każdy. Jest to bardzo trafne określenie. Wszyscy moi znajomi dziś tam poszli. Czułam się dziwnie mówiąc- nienawidze disco-pola, nie pójde tam z wami choćby nie wiem co. Mój brat też tam poszedł. Wrócił zszokowany. Powiedział, że chyba przez dwa poprzednie dni nie było tyle osób co dziś. Chyba pół miasta poszło posłuchać Boysów itd (nie znam nazw, dla mnie to nie muzyka). Słysze krzyki, śpiewy. Pytając ludzi- powiedzą nie, nie lubie tej muzyki. Wstydzą się przyznać. Naprawdę lubią. Gdy powiedziałam pewnego razu, że za ileś tam lat, na moim ślubie nie będzie discopola, to moi znajomi i rodzina wręcz się oburzyli, to co będzie kapela grać. To jakie to wesele będzie ojej. Ale podobno nie tylko na juwenaliach w Białymstoku jest disco-polo, także i w innych miastach Boysi będą grać itd. Polacy widocznie to lubią. To takie polskie, swojskie, jakkolwiek to nazwać.
Jestem dziwna, bo nie toleruje lokalnej, regionalnej muzyki. Jestem zacofana, bo nie znam słów piosenek Boysów (żadnej, nic nie kojarze) i nie znam nazw zespołów disco-polo. Jaka ze mnie Białostoczanka? Co z moją tożsamością regionalną?